Ja nie płaczę,tylko mi się tak...oczy pocą.
Czemu płacz? W końcu łzy to też woda,a płakać pośród deszczu to niezapomniane uczucie.
Radzenie sobie swoją psychiką i życiem towarzyskim jest kulą u nogi,bo uniesienie ciężaru sprostania stanięcia twarzą w twarz ze sobą podcina Ci skrzydła. Mówią 'ona jest silna psychicznie',bo zawsze widzą ją,kiedy chce pokazać się właśnie z takiej strony,bo nie ukazuje bólu,smutku wtedy kiedy patrzą,a kiedy jest sama sięga w najciemniejsze zakątki swojego umysłu,żeby się z nimi zmierzyć.
Czego się złapać,kiedy upadam?
Szukam odpowiedzi,czy łzy się kiedyś skończą,czy w końcu kiedyś, kiedy znowu mi się zbierze na płacz po prostu nie będą leciały. To by było dobre rozwiązanie,bo nie mokłyby mi policzki,nie miałabym opuchniętych oczu,albo kataru. Przez ich brak zaskakująco przewidywalne byłoby to,że sięgnęłabym po inne radykalne środki,które je by zastąpiły i dochodzę do wniosku,że jednak nie byłoby to dobre rozwiązanie. Gorzej być nie może, Bynajmniej nie chciałabym,żeby było.
A co z deszczem? Siedzimy pośród niego,kiedy nie chce nam iść się do domu,bo i tak wiemy,że zmokniemy,czy raczej dajemy sobie do myślenia przy tak oczywistym otaczającym nas zjawisku?
Można siedzieć pod parasolem,ale to już nie będzie to samo,kiedy będziesz czuł,że ciepłe krople letniego deszczu spływają Ci po karku,potem między łopatkami,jesteś po prostu częścią tej chwili,która należy w pełni do Ciebie,a deszcz jest doskonałym przykładem na to,że musisz ją wykorzystać zgodnie ze swoim powołaniem skoro pozwalasz sobie moknąć.
Miło jest wylać swoje bóle razem z niebem,które wylewa swoje.
olga